rejs po jeziorze Śniardwy 2017

Ekspedycja Śniardwy 2017 – niezapomniany rejs

Tygodniowy rejs po Śniardwach był niesamowitą przygodą, pełną niespodzianek, pięknych miejsc i – co najważniejsze – wspaniałych ludzi. Zasługuje on na osobną relację, która, mam nadzieję, skłoni następnych żeglarzy do udziału w kolejnej Ekspedycji, organizowanej przez szkołę żeglarstwa PuntoVita. Działo się tak wiele, że mam ogromny problem od czego zacząć…
…więc zacznijmy od początku.

Cała załoga zjechała do portu w Wilkasach w sobotę po południu. Po wstępnym zakwaterowaniu na jachtach udaliśmy się na chwile odpoczynku na miejscowym basenie. Większość uczestników Ekspedycji „zaliczyła” saunę lub jacuzzi. Po miło spędzonych chwilach powróciliśmy na jachty, aby zrobić dobrą kolację i lepiej poznać się w załodze. Nad bezpieczeństwem gastronomicznym wieczoru czuwała zupa z cukinii i wyśmienity kurczak. W miłej atmosferze minął nam wieczór, mieliśmy za sobą pierwszy dzień Ekspedycji, zanosiło się na naprawdę ciekawy rejs.

Dzień 1 – prędkość glonowa

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wspólnego śniadania – wyśmienita jajecznica w wykonaniu załogantek. Niestety pogoda nie dopisywała – wiatr bliski zeru i ogromna ilość chmur na niebie. Pełniliśmy po wodzie z iście glonową szybkością, co zresztą doskonale widać na zdjęciach z Ekspedycji. W drodze do Mikołajek zatrzymaliśmy się przy brzegu jeziora Jagodne, aby uzupełnić zapasy drewna na ogniska (znajduje się tam starożytne składowisko drewna).

Podczas żeglugi nie brakowało atrakcji. Jedną z nich była z pewnością „dezercja” kierownika obozu z jednego jachtu na drugi. Trzeba przyznać, że przeskoczenie z jachtu na jacht nie należy do najłatwiejszych. Po długim i pełnym wrażeń żeglowaniu dotarliśmy do Mikołajek. Udaliśmy się do miasta na najlepszą na świecie czekoladę do picia i niezdrowe fast food’y. Tamtego wieczoru załoga wspólnie uznała, że lepiej udać się szybciej na spoczynek.

most wiszący Mikołajki

Dzień 2 – droga na Wyspę Pajęczą

Z samego rana podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna udała się do sklepu po zaopatrzenie na kolejne dni (kupiliśmy dużo pyszności), a druga skierowała się w stronę stacji paliw, aby uzupełnić zapasy benzyny. Po wspólnym śniadaniu udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku jeziora Śniardwy. Udało nam się dotrzeć do zatoki Szyba znajdującej się u wejścia do jeziora Warnołty będącego poza szlakiem żeglugowym. Gdy wpłynęliśmy do zatoki dogoniła nas ulewa.

Schroniliśmy się przy starym pomoście przy jednym z brzegów. Odkryliśmy tam tajemniczy, opuszczony budynek. Kilku odważnych zapuściło się w głąb starej stodoły. Znaleźliśmy tam porzucony samochód, sporych rozmiarów „puszkę” oraz kilka innych ciekawych przedmiotów, każdy z nich z pewnością ma jakąś ciekawą historię. Klimat tamtego miejsca, który próbowaliśmy jak najlepiej zachować na fotografiach, pozostanie na długo w mojej pamięci. Po krótkim postoju na herbatę i „ratunkowe” kanapki udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku portu Niedźwiedzi Róg.

Jest to jedna z bardziej niezwykłych przystani na Mazurach. Tworzą ją wykopane w głąb lądu kanały z małymi pomostami przy których zacumowane są dziesiątki jachtów. Ostatnia łódka stoi „zaparkowana” kilkaset metrów od brzegu jeziora! Stacjonują tu głównie prywatne jachty, a przybywających z rejsów jest raczej niewiele. Być może bardzo płytki kanał u wejścia do portu zniechęca mniej wprawionych w manewrach portowych. Niewątpliwie Niedźwiedzi Róg nie należy do najłatwiejszych portów, ale jest właściwie jedyną porządną przystanią na całych Śniardwach, ponadto całkowicie osłoniętą od wiatru i bardzo bezpieczną.

My jednak zatrzymywaliśmy się tam tylko na (doskonały!) obiad. Nie dla nas bezpieczne ciche porty! Po krótkim odpoczynku kierownik Ekspedycji zarządził oddanie cum i ruszyliśmy w kierunku Wyspy Pajęczej. Rzuciliśmy kotwicę i przybiliśmy do brzegu tuż przed krótkim lecz silnym uderzeniem burzy. Ulewa szybko minęła. Piliśmy herbatę w mesie planując wieczór i wtedy ktoś zawołał: „Ej, chodźcie to zobaczyć!” Niezbyt chętnie wychyliliśmy nos z przytulnego wnętrz jachtu i zobaczyliśmy całą załogę Michaela wlepiającą wzrok w niebo. Po chwili robiliśmy to samo. Gigantyczna tęcza rozciągała się przez Całe Śniardwy! Żadne zdjęcia nie oddają uroku tamtej chwili.

tęcza nad jeziorem Śniardwy

Noc spędziliśmy na ognisku razem z zaprzyjaźnioną załogą, która przyłączyła się do naszej Ekspedycji.

Dzień 3 – ryba w Okartowie i wypłynięcie na Tyrkło

Szybkie śniadanie, zmywanie góry naczyń po wieczornym ognisku i czas wypływać. Po kilku godzinach żeglugi dotarliśmy do Okartowa. Ku naszej ogromnej radości w tej niewielkiej osadzie udało nam się odkryć prysznic z gorącą wodą. Uczestnicy Ekspedycji postanowili zrezygnować tego dnia z gotowania na jachcie na rzecz miejscowej smażalni ryb, którą osobiście bardzo polecam. Uraczyliśmy swoje podniebienia świeżą rybą z różnymi dodatkami.

Po ciepłym prysznicu i wspaniałym obiedzie ruszyliśmy w kierunku jeziora Tyrkło. Przy jednym z brzegów znaleźliśmy malownicze miejsce do zacumowania. Dodatkowo znajdowała się tam gigantyczna ilość drewna, które mogliśmy wykorzystać na kolejne ognisko. Ten wieczór szczególnie zapadł mi w pamięć – nie tylko miejsce zapierało dech w piersiach, ale również wachta kambuzowa przeszła samą siebie, uraczyła nas wyśmienitymi szaszłykami i „bombami” warzywnymi. Kierownik obozu postanowił na tą noc opuścić pokład jachtu i zamieszkać w wybudowanym przez siebie szałasie. Załoga natomiast dokonała wymiany w kojach.

rejs po jeziorze Tyrkło

Dzień 4 – nieznane zakątki

Promienie słoneczne zbudziły załogę. Sprzyjające warunki pogodowe zachęciły do kąpieli w jeziorze. Śniadanie postanowiliśmy zjeść na dworze, wspólne przygotowywanie posiłków zawsze przynosiło nam sporo radości. Po śniadaniu zapakowaliśmy resztę drewna z ogniska na jachty i wyruszyliśmy w głąb jeziora Tyrkło. Tego dnia pogoda była wyjątkowo kapryśna, kilkakrotnie uraczyła nas zarówno deszczem jak i pięknym słońcem. Na krańcu jeziora zdecydowaliśmy się na postój.

Udaliśmy się na spacer i odkryliśmy kilka jabłonek. Zebraliśmy sporo jabłek, dzięki którym wykonaliśmy później słodkie posiłki. Po obiedzie wyruszyliśmy w drogę powrotną. Znów zatrzymaliśmy się w Okartowie, był już wieczór i wioska spała, nie udało nam się zrobić zakupów w miejscowym sklepie. Wieczór spędziliśmy na wspólnych rozmowach. Dzięki naszej załogantce Wiktorii udało nam się ugotować przepyszny rosół. Po pełnym wrażeń dniu wyjątkowo wcześnie udaliśmy się na spoczynek.

przystań w Okartowie

Dzień 5 – przeprawa przez Śniardwy i Zielony Wiatr

Z samego rana udałam się razem z kierownikiem obozu pod smażalnie ryb, aby zdobyć świeżo złowioną rybę. Misja zakończyła się spektakularnym sukcesem. Po niewielkich zakupach w miejscowym sklepiku i szybkim śniadaniu wyruszyliśmy w powrotną drogę. Pogoda nie rozpieszczała, co jakiś czas padał deszcz, a przez silny wiatr na Śniardwach napotkaliśmy duże fale. Kierunek wiatru nie był sprzyjający. Przy dość dużej, a właściwie ogromnej fali, na mocno zarefowanych żaglach szybko traciliśmy wysokość.

Staraliśmy się halsować bliżej północnego brzegu jeziora, gdzie liczyliśmy na choć minimalną osłonę od porywistego wiatru. Wanty trzeszczały niemiłosiernie, aż w końcu jedna nie wytrzymała i zerwała się, do tego w takim miejscu, że nie byliśmy w stanie naprawić tego bez pomocy z zewnątrz… Jechaliśmy dalej na jednym halsie, niestety jak wynikało z mapy, płynęliśmy prosto na Miałką Górkę – ogromną kamienistą mieliznę z wielkimi narzutowymi głazami…

Po ciężkich bojach udało nam się dotrzeć do Mikołajek gdzie dokonaliśmy niezbędnych napraw. Tym razem nie zatrzymywaliśmy się w Mikołajkach na noc – popłynęliśmy dalej na jezioro Tałty do przystani Zielony Wiatr. Wraz z kierownikiem dopilnowaliśmy, aby zdobyta dziś rano ryba została odpowiednio przyrządzona na ostatnim ekspedycyjnym ognisku.

tawerna Zielony Wiatr

Dzień 6 – szarlotka, naleśniki i pierogi z kurkami

Ostatni dzień ekspedycji. Wpłynięcie z maleńkiej przystani okazało się niełatwe, co wykorzystaliśmy szkoleniowo. Po przyjęciu należytych wyrazów uznania dla umiejętności naszej załogi od ludzi obserwujących z kei nasze manewry, ruszyliśmy w kierunku Wilkas. O dziwo w ostatni dzień pogoda nie sprawiała problemów (jakby chciała abyśmy dobrze zapamiętali ten dzień). Płynąc przez kanały zatrzymaliśmy się w niewielkim porcie Zielony Gaj. Nie przegapiliśmy doskonałej okazji uraczenia się szarlotką oraz naleśnikami z jagodami.

Po dużej dawce słodkości wyruszyliśmy w dalszą drogę. Do Wilkas dotarliśmy późnym popołudniem. Postanowiliśmy udać się na basen, aby po raz ostatni wygrzać się w miejscowych saunach. Po basenie zajęliśmy się przygotowaniem pożegnalnej kolacji. Na stole zagościły pierogi, a do nich sos z kurek oraz sałatka. Po kolejnym wartym zapamiętania posiłku należało posprzątać jachty i spakować się, ponieważ następnego dnia musieliśmy już wracać do domów.

Był to bardzo ciekawy tydzień. Pełen atrakcji i przygód. Wykonaliśmy całą planowaną trasę, pokonując w ciągu tygodnia ogromny dystans: z Wilkas, przez Mikołajki, Wyspę Pajęczą i Okartowo na jeziorze Śniardwy, aż na sam kraniec jeziora Tyrkło. Stamtąd wróciliśmy do Wilkas w przeciągu dwóch dni. Mimo tak długiej – jak przystało na Ekspedycję – trasy, mieliśmy też czas na świetną zabawę i zwiedzenie wielu zakątków. Nasze jachty spisały się doskonale, również w cięższych warunkach pogodowych.

Najwspanialsi okazali się ludzie, z którymi spędziłam niezapomniane chwile, za co każdemu z osobna dziękuję. Podziękowania składam również w stronę szkoły żeglarstwa PuntoVita za organizację tak interesującego rejsu. Z chęcią przyznam, że był to najlepszy wyjazd w moim życiu i bardzo chętnie zawitam na Mazurach za rok. Gdzie ruszymy tym razem? Plany są nie mniej śmiałe: w roku 2018 ruszymy na jeszcze dłuższą wyprawę. Przed nami Ekspedycja Wrota Mazur! Kto z Was odważy się wyruszyć na sam kraniec szlaku?

Hania

żeglowanie po jeziorze Śniardwy

Ekspedycja Śniardwy 2017 – niezapomniany rejs
5 (100%) 30 votes

Print Friendly, PDF & Email
rejsy, szkolenia i obozy żeglarskie Puntovita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *