sygnały wzywania pomocy skuteczne na mazurach

Sygnały wzywania pomocy skuteczne na Mazurach

Istnieje wiele sposobów wzywania pomocy na wodzie. Niektóre z nich są dość niekonwencjonalne i rzadko stosowane. Koniecznie musimy je wszystkie znać, nie tylko ze względu na bezpieczeństwo nasze i naszej załogi, ale też po to byśmy umieli w porę odczytać sygnały dawane nam przez innych żeglarzy i pośpieszyli im z pomocą.

Na naszych rejsach szkoleniowych na Mazurach uczymy kursantów nie tylko teorii – wskazujemy też w jaki sposób najłatwiej wezwać pomoc na śródlądziu w przeróżnych sytuacjach, również wtedy gdy telefon wpadnie na do wody…

W tym artykule opiszę wszystkie sposoby wzywania pomocy na wodzie, a w szczególności te niedoceniane i – niestety! – często lekceważone.

Sygnały stosowane na śródlądowych drogach wodnych:

1. Zataczanie kręgów flagą lub innym przedmiotem (np. koszulką albo kamizelką ratunkową) – najprostszy z sygnałów, z którego śmiało możemy korzystać na Mazurach gdy potrzebujemy pomocy innych żeglarzy, którzy są w pobliżu.

Niestety sygnał ten często jest lekceważony. Przekonałem się o tym kiedyś w czerwcowe popołudnie kilkaset metrów przed wejściem do Jeziora Sztyrockiego. Awaria silnika, a ściślej sytemu chłodzenia – jak się później okazało – unieruchomiła nas na bezwietrznym już prawie akwenie. W pobliżu nas kilkadziesiąt jachtów śpieszyło do Sztynortu w zrozumiałym pośpiechu: z południowego-zachodu nadciągała solidna chmura burzowa. Kilkadziesiąt jachtów…

NIE ZWRÓCIŁO UWAGI lub NIE ROZUMIAŁO sygnału który poleciłem „nadawać” naszemu załogantowi – kręgów zataczanych czerwoną koszulką. Dopiero po 20 minutach zawrócił i podpłynął do nas niewielki, jeszcze mniejszy od naszego jacht (około 22 stopy) i z mozołem zaholował nas do Sztynortu. Podaliśmy cumy na kęję tuż przed uderzeniem burzy.

Uważam, że wezwanie pomocy w ten sposób było jak najbardziej uzasadnione: przez cały czas daremnie próbowałem uruchomić silnik, nie mieliśmy dostatecznego wiatru by uciec przed burza na żaglach. Aby zadbać o bezpieczeństwo załogi należało poprosić o pomoc jednostki płynące w pobliżu. Byłem niesamowicie zaskoczony jak wiele jachtów minęło nas bez żadnej reakcji. Warto pamiętać o tym sygnale, zwłaszcza jeśli płyniemy w większej grupie jachtów – możemy w ten sposób poprosić o asystę.

O ile oczywiście nasi towarzysze znają ten sygnał. Na naszych rejsach na Mazurach instruktorzy uczą zwracać na to uwagę.

2. Naprzemienne podnoszenie i opuszczanie obu, wyprostowanych ramion – czyli zabawa w bociana. Mam nadzieję nigdy nie być w takiej sytuacji, że już tylko to zostaje. Można tak sobie machać do… śmierci.

3. Podniesiona flaga, a pod nią kula lub podobny do kuli przedmiot – nigdy oczywiście nie widziałem takiej instalacji na wyposażeniu jachtu, ale na Maurach praktykuje się w tym miejscu wciąganie kamizelki ratunkowej na top masztu (za pomocą fału grota, tylko trzeba wiedzieć jak to zawiązać, żeby dało się potem ściągnąć…). Jest to sygnał zrozumiały dla większości żeglarzy. Zastosowałem go kiedyś żeby wskazać dokładne miejsce do którego wezwałem jednostkę WOPR, gdy przy dzikim brzegu stało jeszcze kilkadziesiąt innych jachtów. Dzięki temu motorówka odnalazła nas w przeciągu 4 minut, a to pozwoliło uniknąć wycieczki do szpitala. Ostatecznie wizyta WOPR-u była wspominana jako dodatkowa atrakcja na rejsie!

4. Zataczanie kręgów światłem (np. latarką) – mając w pamięci doświadczenie z zataczaniem kręgów koszulką w biały dzień, gdy widać, że wszyscy uciekają a jeden jacht stoi na wodzie bez ruchu i macha, na co zareagował jeden jacht z pięćdziesięciu. Obawiam się, że sygnał wysyłany w nocy latarką ma bardzo małe szanse powodzenia.

podniesiona flagaZdarza się, że na obozie żeglarskim pływamy chwilę po zachodzie słońca. Widoczność bywa czasami bardzo słaba, a światło latarki niewystraczające. Być może flara lub pochodnia ręczna wypadła by inaczej – miałoby to sens gdybyśmy chcieli wskazać nasze położenie jednostce WOPR-u, która już nas szuka i widzimy jej migające niebieskie światła. Prawdopodobnie nigdy się nie przekonam – pływanie w nocy jest dopuszczalne wyłącznie w bardzo dobrych warunkach pogodowych, na krótki odcinku i zachowaniem najwyższego poziomu bezpieczeństwa.

5. Sygnał świetlny (SOS) czyli trzy krótkie błyski, następnie trzy długie i znów trzy długie – obecnie większość brzegów jest pełna świateł: budynków, oświetlonych dróg, samochodów, ognisk. Powodzenia.

6. Rakiety wystrzeliwane w krótkich odstępach czasu – wydaje mi się, że pora zainwestować w rakiety sygnałowe. Być może ktoś powie, że na Mazurach to zbędny gadżet, że przecież jest tyle jachtów dookoła no i przecież mamy telefony. Uważam, że im więcej jachtów dookoła tym MNIEJSZA szansa na to, że ktoś nam udzieli pomocy.

Dlaczego? Czasem przytrafia się, że przez niefortunny manewr jakiś jacht utknie trzcinach przy brzegu – najczęściej można zobaczyć takie „wypadki” na północnym krańcu małego Jeziora Kirsajty, tuż przed wyjściem na Jezioro Mamry. Jest tam dosyć wąskie przejście, do tego sieci rybackie po obu brzegach. Przejście tamtędy na żaglach – również pod wiatr – nie jest niemożliwe, ale wymaga (1) sprawnego manewrowania, (2) znajomości prawa drogi i (3) skupienia załogi. Czasem zabraknie któregoś z tych elementów i jacht na żaglach stoi w krzakach.

jacht w krzakachPomyślcie teraz: ile z przepływających tamtędy jachtów (a w sezonie mogą to być setki w ciągu dnia) udziela pomocy „rozbitkom”?

Ja tego nie wiem – nigdy nie widziałem żeby ktoś komuś pomagał w tym miejscu.

Każdy myśli, że zrobi to ktoś inny, że nie ma czasu, brakuje mu długiej cumy, a w ogóle to niech sami sobie radzą.

Trzy razy już wyciągałem innh jacht z pobliskich trzcin. Za każdym razem większy od mojego.

To tylko zabawny przykład, ale uważam, że im więcej jachtów w naszym otoczeniu tym mniejsza szansa, że któraś z załóg zainteresuje się naszym losem.

Nie każdy też potrafi udzielić pomocy, ale to już inna sprawa.

Dlatego właśnie od przyszłego sezonu biorę ze sobą rakiety sygnałowe – zwłaszcza, że czasami spływamy do portu po zachodzie słońca.

Przynajmniej jeden taki zestaw na obozie żeglarskim powinien się znajdować. Wtedy nie będę się niepokoił czy w razie czego ktoś zauważy i zainteresuje się. Taki sygnał jest zrozumiały dla większości żeglarzy i może go dostrzec wiele osób jednocześnie.

Z rakietami, racami sygnałowymi i wszelką pirotechniką trzeba pamiętać o kilku podstawowych sprawach:

  • Białe światło nic nie znaczy, jedynie zwraca uwagę, ale nie stanowi żadnego konkretnego sygnału. Na Titanicu mieli tylko białe rakiety…
  • Sygnałem wzywania pomocy jest czerwona raca (lub rakieta spadochronowa albo flara ręczna).
  • W praktyce zaleca się wystrzelić najpierw białą dla zwrócenia uwagi otoczenia a dopiero potem czerwoną – istnieje większa szansa, że zostanie zauważona.
  • Nieuzasadnione użycie czerwonej racy (żeby na przykład zobaczyć sobie jak to wygląda) jest wykroczeniem i może nas sporo kosztować. Dlatego niestety muszę Was rozczarować: nie będziemy w trakcie kursu na patent Żeglarza Jachtowego odpalać racy na próbę.

rakieta sygnałowa

7. Mój ulubiony sygnał jaki podają podręczniki: ogień na statku, np. paląca się beczka smoły lub oleju. Zawsze marzyłem żeby mieć na pokładzie Tanga 780 beczkę ze smołą!

Istnieje również możliwość nadawania sygnałów dźwiękowych, m.in.:

Powtarzanie długich dźwięków – nasze jachty, jako małe statki, nie są ustawowo zobowiązane do posiadania sygnalizacji dźwiękowej. Ale róg mgłowy albo zwykła wuwuzela zrobi robotę. Polecam zabrać na następny obóz żeglarski. Można nadać w ten sposób sygnał „UWAGA” na zakręcie jakiegoś kanału (np. Niegocińskiego – najbardziej parszywego ze wszystkich). Sądzę jednak, że powtarzanie długich dźwięków mało kto odczyta prawidłowo.

Serie uderzeń w dzwon – jak masz dzwon. Różne rzeczy już widziałem na mazurskich jachtach (radar też) ale dzwon? To byłby hit. Istnieje nawet spora szansa, że seria uderzeń w dzwon mogłaby przyciągnąć wielu żeglarzy – przekonanych, że stawiam kolejkę… Takie dzwony znajduję się zwykle przy barach w każdej szanującej się żeglarskiej tawernie.

Wiąże się z nim pewna tradycja. Otóż gdy ktoś zadzwoni dzwonem to znaczy, że stawia kolejkę wszystkim osobą znajdującym się w tawernie. Osoby nie znające tego zwyczaju mogą się miło zaskoczyć gdy barman zacznie wszystkim rozdawać piwo lub inny trunek na koszt „dzwoniącego”. Dzwoniący nie znający tego zwyczaju również może być zaskoczony… wysokością rachunku. Dlatego zabieranie dzwonu na obóz żeglarski trzeba dobrze przemyśleć.

W takim razie co zabieramy ze sobą na następny sezon rejsów po Mazurach w ramach popraw bezpieczeństwa żeglugi?

  • Czerwoną chustkę
  • Solidną latarkę z zestawem baterii
  • Zestaw rakiet sygnałowych
  • Beczkę ze smołą
  • Róg mgłowy i wuwuzelę
  • Dzwon i skrzynkę wódki

Nie zapomnijmy też ćwiczyć ramion do robienia bociana. Teraz możemy czuć się bezpiecznie – jeśli tylko inni żeglarze będą ZNALI WSZYSTKIE sygnały wzywania pomocy na wodzie. Jeśli nie, to nie pomoże nam nawet wystrzał z armaty…

wystrzał armaty

Sygnały wzywania pomocy skuteczne na Mazurach
5 (100%) 51 votes

Print Friendly, PDF & Email
rejsy, szkolenia i obozy żeglarskie Puntovita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *