festival de loire

Zając na francuskiej krypie, czyli Festival de Loire

Kiedy raz zostaniesz żeglarzem – już nigdy nie uciekniesz od łódek. Nawet jeżeli po dwóch miesiącach spędzonych na obozach żeglarskich na Mazurach spróbujesz ukryć się w samym środku Francji, na stałym lądzie – żagle znajdą Cię nawet tam. Jak to się dzieje? Odpowiadam szczerze: nie mam pojęcia. Faktem jest natomiast, że jedną z pierwszych rzeczy, jaką zobaczyłam po przybyciu do Orleanu, był plakat informujący o Festiwalu Loary, który miał być zorganizowany pod koniec września. Wyjedź tylko człowieku na Erasmusa i zaraz okazuje się, że trafiłeś do miasta, w którym odbywa się największy w Europie festiwal żeglugi rzecznej!

Cóż to takiego – Festival de Loire

parasole na festiwaluFestival de Loire – bo tak brzmi oryginalna nazwa tego wydarzenia – odbywa się w Orleanie co dwa lata począwszy od roku 2003. Za każdym razem wybierany jest gość specjalny. W tym roku była to Hiszpania reprezentująca swoją najdłuższą rzekę – Ebro. Co ciekawe, w 2015 roku to Polska razem ze swoją Wisłą były gośćmi honorowymi festiwalu.

Impreza ma na celu oddanie hołdu Loarze – najwspanialszej rzece Francji. Przez pięć dni z rzędu po ponad dwukilometrowym bulwarze przewija się 650 000 turystów, 700 flisaków, 450 artystów i rzemieślników oraz niemal setka sprzedawców oferujących swoje tradycyjne wyroby. Brzmi jak czyste szaleństwo? Wygląda jeszcze ciekawiej!

Orlean jest malutkim, przytulnym miasteczkiem, posiadającym dwie linie tramwajowe na krzyż, dworzec kolejowy, uniwersytet i katedrę. Poza tym, nie ma tu nic. Przyzwyczajona do mieszkania w dużym mieście, odczuwałam swoisty niepokój, gdy wracając do domu o godzinie 21 widziałam dookoła siebie jedynie puste ulice. Na czas festiwalu Orlean zmienia się nie do poznania: ulice i restauracje tętnią życiem przez całą dobę!

Początek festiwalu żeglugi rzecznej de Loire

jachtingZaczęłam się przygotowywać już wiele dni przed festiwalem: prześledziłam dokładnie nabrzeże, oglądnęłam Kanał Orleański i nieufnym okiem zbadałam śluzę (zwłaszcza tablicę informującą, że wynalazcą śluzy był da Vinci – co nie do końca pokrywa się z prawdą), a program atrakcji znałam na pamięć. Dowiedziałam się również, że obecne będą dwie łodzie noszące polską banderę.

W środę rano, uzbrojona w aparat, ruszyłam w stronę portu. Idąc przez oświetlone słońcem ulice widziałam jak całe miasto przygotowało się na festiwal: przed katedrą zaparkowały melexy turystyczne, na witrynach sklepowych wykwitły łódeczki z papieru, a Plac de la République przystrojony został tęczowym „dachem” z parasolek.

Pies na pokładzie!

Nabrzeże stało niemal puste – mijałam jedynie świeżo przybyłych flisaków i pojedynczych wczesnych turystów. W powietrzu unosił się zapach wilgotnych lin i słychać było łopot żagli poruszanych przez wiatr. Przy kei zacumowane były łódki – ale cóż to były za łódki! Nie zobaczycie takich na Mazurach.

Część z nich w ogóle nie miała żagla ani masztu – jedną z nich był Solny, czyli polski galar. Galary były niegdyś statkami wiosłowymi, które używane były do rzecznego transportu towarów. Kształtem przypominały wydłużony prostokąt, a do ich obsługi potrzeba było 6 – 8 ludzi. Solny co prawda żagla nie posiadał i uzbrojony został w silnik, ale za to miał na swoim pokładzie ogromnego pomarańczowego psa – prawdopodobnie do burłaczenia… 😉

jachtyJeżeli chodzi o jednostki tradycyjne napędzane wiatrem… Były żagle żółte, czerwone, białe, brązowe, w pasy, wzorzyste, bez wzoru i ręcznie malowane; żagle łacińskie, rejowe, rozprzowe, gaflowe, lugrowe; duże, małe, postawione, zrzucone, złożone na pokładzie lub leżące na kei. Niemalże wszystkie rodzaje ożaglowania, jakie znam!

Języki na bulwarze nieustannie się ze sobą przeplatały: udało mi się z całą pewnością wyróżnić hiszpański, francuski, angielski, kataloński i polski. Łodzie francuskie i polskie były zdecydowanie tradycyjne – zbudowane z ciemnego drewna, wyposażone w prastare liny konopne, łańcuchy i kotwice admiralicji. Jachty z Hiszpanii i Katalonii miały kadłuby kolorowe – niebieskie, zielone, żółte…

Ciekawym gościem Festiwalu była także… drewniana tratwa mierząca 72 metry! Tego typu jednostka została zaprezentowana na Festiwalu Loary po raz pierwszy w jego historii.

jachty nocą na festivalu de loire

Stanowiska festiwalowe

zaglówkiWładze Festiwalu położyły również bardzo mocny nacisk na propagowanie świadomości ekologicznej wśród odwiedzających. Organizowane były wykłady przybliżające temat agrożeń płynących z zaśmiecania środowiska. Na obecnych tam stanowiskach proekologicznych można było otrzymać szczegółowe informacje oraz na własne oczy zobaczyć przerażające ilości odpadów wyławianych z Loary.

Nie będę opisywać nieskończoności stanowisk z lokalnym jedzeniem, sztuką, słodyczami, napojami, frytkami i horrendalnie drogimi pamiątkami – bo w każdym odwiedzanym przez turystów miejscu wygląda to bardzo podobnie – natomiast powiem dwa słowa o strefie przeznaczonej dla dzieci.

żagleOtóż moim zdaniem było to najciekawsze miejsce na całym festiwalu. Na środku chodnika rozłożony był ogromny, kwadratowy basen napełniony wodą, po którym pływało kilkanaście barwnych modeli jachtów. Przy jednej ścianie basenu ustawione były wiatraki. Dzięki nim łódeczki śmigały po wodzie od brzegu do brzegu – wystarczyło tylko taki jachcik lekko odepchnąć ręką na środek basenu, by dalej sam pomknął przed siebie. Dzieciaki miały radochy co nie miara, choć podejrzewam, że jedną z najlepiej bawiących się tam osób byłam ja…

Nie zabrakło również repertuaru artystycznego. Na zaparkowanym w kanale jednomasztowcu rejowym koncert dawał zespół młodzieżowy. Występ urozmaicono o spektakl gimnastyczny. Było to najbardziej hipsterskie i alternatywne wydarzenie, jakie w życiu widziałam. Dwie dziewczyny wspinały się na maszt, skakały po rei, zwieszały się na linach do góry nogami, a na finał – obie wskoczyły do wody! Wyglądało to jak zbiór „wszystkich rzeczy, których nie należy robić podczas żeglugi” – w bardzo ładnym wykonaniu i ze świetnie dopasowaną oprawą muzyczną.

Muzyka, światła i żagle

oanorama de loire

Wieczorami na scenach rozłożonych na bulwarze grały zespoły szantowe, folkowe i popowe. Najciekawsze jednak były wydarzenia weekendowe. W piątek o godzinie 22 wszystkie światła skierowały się na rzekę, gdzie w towarzystwie muzyki i komentarzy spikera, prezentowane były zaproszone na festiwal jednostki. Był to pokaz artystyczny opisujący historię żeglugi rzecznej i pokoleń ludzi z nią związanych.

Wielki Finał odbył się w sobotę, kiedy to całe niebo na pół godziny rozbłysło fajerwerkami. Pokaz sztucznych ogni przyciągnął na keję największe tłumy – i nic dziwnego, bo był to spektakl godny zobaczenia.

Festiwal Loary był wydarzeniem bardzo sympatycznym i choć nie spróbowałam wędzonej rybki ani nie przepłynęłam się łódeczką po kanale – nadal uważam, że warto wziąć w nim udział i polecam go wszystkim łódkowym zapaleńcom: tym większym i tym mniejszym również.

Zając na francuskiej krypie, czyli Festival de Loire
5 (100%) 9 votes

rejsy, szkolenia i obozy żeglarskie Puntovita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *