sterowanie jachtem wyspy kanaryjskie

Niespodzianki na Wyspach Kanaryjskich – relacja z rejsu żeglarskiego 26.01-09.02.2019

Ocean bywa nieprzewidywalny – mogliśmy przekonać się o tym kilkakrotnie podczas naszego dwutygodniowego rejsu na Wyspach Kanaryjskich. U „Wrót Atlantyku” zaskakuje nie tylko wiatr i woda, ale też przygody na lądzie. Oto kilka niespodzianek, jakie tym razem sprawiły nam Wyspy Kanaryjskie!

Nasz jacht

Mierzący 13,5 metra długości kadłuba jacht Dufour 460 GL „Vera” był idealnym jachtem do żeglugi po długiej oceanicznej fali. 4,5 metra szerokości jachtu sprawia, że wnętrze jest bardzo przestronne i zapewnia komfortowe warunki pobytu przez całe dwa tygodnie (nieraz wymagającej) żeglugi.

Ponad 16 metrowy maszt pozwalał rozwinąć ponad 90 metrów kwadratowych żagli, co dawało jednostce dobrą szybkość. W kursach pod wiatr wspomagaliśmy się silnikiem Volvo Penta o mocy 55 KW i choć musieliśmy używać go wielokrotnie (nieraz przez wiele godzin!), z 250-litrowego zbiornika paliwa zużyliśmy jedynie ok. 100 litrów.

Jacht zadał nam kilka zagadek w zakresie zacinających się rolerów, ustawień nawigacji oraz autopilota. Wszystkie udało nami się rozwiązać, ale największa z niespodzianek przytrafiła się nam dopiero w połowie rejsu…

Z portu wyszliśmy na drugi dzień po przylocie – w niedzielę 27 stycznia około godziny 9:00 przy wietrze niecałe 3 stopnie w skali Beauforta. Po postawieniu żagli samo-halsujący fok okazał się stosunkowo nieduży, a jacht mocno nawietrzny.

Po kilku próbach z trymem żagli jacht szedł niemal  jak od linijki. Obsługa 90 metrów kwadratowych żagli, lin i kabestanów była bardzo wygodna. Oczywiście największą przyjemnością było stanąć za sterem naszego 46-stopowego jachtu.

Wrota Atlantyku – rejs po Wyspach Kanaryjskich.

Żegluga po oceanie

W strefie przybrzeżnej, pod osłoną skalistych wybrzeży Gran Canarii ocean był najczęściej bardzo spokojny. O sile oceanu mogliśmy przekonać się w odległości kilku mil morskich od brzegów każdej z wysp. Strefy akceleracji wiatru, jakie tam występują, można śmiało uznać za jedną z największych żeglarskich atrakcji na Wyspach Kanaryjskich.

żegluga po wyspach kanaryjskich

Pierwsze spotkanie z dużą oceaniczna falą robi niemałe wrażenie, bywa też dużym wyzwaniem dla tych, którzy są mniej odporni na chorobę morską… Przeloty pomiędzy wyspami – trwające czasem 12-14 godzin – mogą być męczące również dla bardziej wprawionych żeglarzy.

Za każdym razem staraliśmy się  dobrze zorganizować w trakcie żeglugi – nie zawsze są warunki by spokojnie gotować obiad, ale zawsze można posilić się uprzednio przygotowanymi prowiantem i przekąskami (sztorm-bułki).

Wbrew pozorom przestrzeń pomiędzy wyspami nie jest tylko pustą połacią wody – w takcie żeglugi trzeba mieć oczy dookoła głowy przez cały czas. Promy pasażerskie i statki pływają wprawdzie po widocznych na mapie, wyznaczonych trasach, jest ich jednak bardzo dużo, a wiele z nich porusza się bardzo szybko.

Dotyczy to szczególnie promów pasażerskich „Fred Olsen”. Te szybkie statki – najczęściej katamarany wyposażone w dwa silniki przepływowe – rozwijają szybkość nawet ponad 40 węzłów. Trzeba na nie bardzo uważać, szczególnie w nocy. Wychodzący z portu po zmroku kilkudziesięciometrowy prom pojawia się tuż obok bardzo szybko.

Bliżej brzegów wysp należy też uważać na sieci. Najczęściej fatalnie oznaczone, tylko pojedynczymi bojami pływającymi po powierzchni wody. Są bardzo słabo widoczne nawet w dzień przy pięknej pogodzie.

Poza tym, przy brzegach wysp trafialiśmy czasem na różne przedmioty pływające po tafli wody. Najczęściej były to niegroźne dla jachtu plastikowe pudełka albo piłki plażowe, ale raz spotkaliśmy też dryfującą drewnianą euro-paletę…

Kilkakrotnie odwiedzały nas delfiny – stada liczące nawet po kilkanaście osobników pływały nieraz przed samym dziobem jachtu lub skakały tuż za rufą.

Nie mamy pojęcia jaką z tego mają frajdę, ale te piękne morskie ssaki robią wrażenie zaciekawionych jachtem, czego natomiast nie można powiedzieć o żółwiach morskich, które na nasz widok natychmiast uciekały w głębiny.

Wycieczka na Wulkan EL Teide – przez cztery strefy klimatyczne

Gdy dotarliśmy do Santa Cruz de la Tenerife postanowiliśmy jeden dzień poświęcić na wycieczkę na Wulkan El Teide. Jest to najwyższy szczyt w Hiszpanii oraz najwyższy szczyt na Atlantyku.

wycieczka na wulkan el teide

Wulkan sięgający 3718 metrów ponad poziom morza jest widoczny z odległości kilkudziesięciu mil i przy dobrej pogodzie można go dostrzec prawie ze wszystkich wysp. W istocie tylko połowa tej potężnej góry jest widoczna – reszta znajduje się pod wodą (wulkan liczy ok. 7500 metrów od dna morza).

Wyjazd na wulkan jest dość łatwo zorganizować – w stolicy Teneryfy jest mnóstwo wypożyczalni samochodów, a ceny raczej przystępne. My wypożyczyliśmy samochód w samym porcie.

Odległość z Santa Cruz do parkingu pod samym wulkanem wynosi nieco ponad 60 km, niemal cały czas pod górę – suma podjazdów wynosi ok. 2700 metrów.

Sam przejazd z Santa Cruz do Parku Narodowego Teide jest niesamowitą przygodą – ze względu na bardzo dużą różnicę wysokości, około półtoragodzinna podróż samochodem prowadzi przez cztery skrajnie różne „strefy klimatyczne”!

Ta różnorodność klimatyczna sprawia, że Wyspy Kanaryjskie stanowią jedno z najlepszych miejsc do życia dla człowieka – to jeden z niezwykłych faktów o Wyspach Kanaryjskich.

Gdy ruszaliśmy z mariny mieliśmy do czynienia z typowym oceaniczno – subtropikalnym klimatem Wysp Kanaryjskich: suche, ciepłe powietrze, ok. 22 stopnie Celsjusza i zupełnie bezchmurne niebo.

Po około pół godziny jazdy, gdy wyjechaliśmy poza miasto i nasz wypożyczony samochód rozpoczął mozolną wspinaczkę po stromych i krętych drogach, pogoda zaczęła się radykalnie zmieniać. Najpierw pojawiły się gęste chmury (!), mgły i mżawka.

W mijanych wioskach ludzie byli poubierani w grube kurtki – cóż, w końcu to środek kanaryjskiej zimy! Kilka kilometrów dalej droga przebiegała już przez piękny las iglasty, pełen trekkingowych ścieżek, parkingów i punktów widokowych – mogliśmy już widzieć ocean z góry.

W miarę jak droga wznosiła się coraz wyżej, sosnowy las stopniowo ustępował surowym skałom, aż w końcu otaczały nas już tylko jałowe pustkowia. Kiedy potężny stożek wulkanu El Teide był już widoczny w całej okazałości, nasza droga prowadziła przez piaszczyste równiny zwane cañadas.

Blisko celu naszej podróży, ze zdumieniem zobaczyliśmy niewielkie resztki śniegu zalegającego pomiędzy skalnymi szczelinami.

Parking przy Parku Narodowym Teide znajduje się na wysokości 2356 m. Otaczają go niesamowite pustynne wzniesienia. Teren ten ukształtowany jest przez działalność wulkanu – pokrywają go formacje skalne uformowane przez  zastygłe strumienie lawy.

Stamtąd wjechaliśmy koleją linową aż na wysokości 3555 m – blisko samego wierzchołka.

Spotkanie z liną dryfującą po oceanie…

Największa niespodzianka w trakcie rejsu przytrafiła się nam, kiedy płynęliśmy z maleńkiej przystani w Garachico (północne wybrzeże Teneryfy) na La Palmę. Wypłynęliśmy dość wcześnie. Wiatr był słaby, ale kierunek nie najgorszy.

Z minimalnym wsparciem silnika bujaliśmy się spokojnie z prędkością ok. 6 węzłów w kierunku portu na La Palmie. Byliśmy już w połowie drogi, gdy nasze rozważania o tym, co wspaniałego zjemy, jak już dopłyniemy (liczyliśmy, że dotrzemy do mariny przed godziną 20:00), przerwała nagła awaria silnika.

Szybko spostrzegliśmy, że pod wodą, za jachtem, ciągnie się długi kawał cienkiej, pływającej liny…

lina dryfująca w śrubie

Rozłożyliśmy platformę i dokonaliśmy wstępnych oględzin sytuacji pod wodą, która wyglądała fatalnie… ogromny zwój liny niemal zasłaniał śrubę. Ze względu na duże zafalowanie nie było mowy żeby wejść pod jacht. Szybka decyzja co robić: zawracamy do San Sebastian na la Gomera. Na szczęście pogoda sprzyjała – popłynęliśmy z wiatrem, na pełnych żaglach. Przed nami była piękna noc.

Bezpieczne zacumowanie w porcie 16 – tonowego jachtu wymagało jednak asysty ze strony obsługi portu. Udało się ją zorganizować po kilku telefonach. Przy główkach portu czekała na nas motorówka, która pomogła nam spokojnie zacumować.

Następnego dnia próbowaliśmy samodzielnie odciąć linę zaplątana na śrubę, co było bardzo trudne bez fachowych narzędzi.

Jednak i tym razem mieliśmy szczęście – nurek, a ściślej mówiąc freediver wybierający się właśnie na podwodne polowanie z kuszą, w ciągu kilku chwil uwolnił śrubę jachtu od paskudnej liny.

Trasa rejsu

Ostatecznie trasa naszego rejsu przebiegała nieco inaczej niż planowaliśmy, dało nam to jednak trochę więcej czasu na zwiedzanie i wypoczynek. Oprócz wspomnianych już Santa Cruz de la Tenerife i San Sebastian na la Gomera, odwiedziliśmy też takie porty jak Los Gigantes i San Miguel na Teneryfie oraz Puerto Rico i przepiękne Puerto de Mogán na Gran Canarii.

żeglowanie na kanarach

Na wyspach nie brakuje jednak ciekawych, rzadziej odwiedzanych przez żeglarzy zakamarków, dlatego warto dokładnie czytać locję, mapy i przewodniki.

W ten sposób odkryliśmy marinę Garachico na północy Teneryfy – wprawdzie w samym porcie nie ma dosłownie nic, ale lokalizacyjnie jest to miejsce bardzo praktyczne.

Na pewno nie był to nasz ostatni rejs na Wyspach Kanaryjskich – nie brakuje powodów, aby tam wrócić. Kilka z nich opisaliśmy w artykule 7 powodów, dla których powrócimy w rejs po Wyspach Kanaryjskich.

Wyspy Kanaryjskie dla młodzieży

W trakcie ferii zimowych zapraszamy młodzież na kolejną niezwykłą żeglarską wyprawę. Wyspy Kanaryjskie to jeden z najciekawszych rejonów, w jakim można rozpocząć przygodę z żeglarstwem morskim – nowoczesne jachty, duże porty i doskonała pogoda. Wyruszymy na żeglarską wyprawę dwoma jachtami!

Na Wyspach Kanaryjskich:

  • Łączymy rejs turystyczny z rejsem stażowym – będziemy dużo pływać, ale nie zabraknie nam czasu na zwiedzanie wysp, do których dotrzemy.
  • Pomagamy organizować czas wolny – podpowiadamy, co warto zobaczyć.
  • Eksplorujemy jeden z najlepszych akwenów do uprawiania żeglarstwa morskiego na świecie (ponad 100 godzin stażu morskiego na wodach pływowych).
  • Tworzymy warunki do rozwoju żeglarskiej pasji, nauki nowych umiejętności i samo-dzielność dla każdej grupy wiekowej.
  • Uciekamy przed zimą do miejsca gdzie temperatura wynosi 25 stopni C!

Zobacz ofertę na: Wrota Atlantyku – rejs po Wyspach Kanaryjskich.

Print Friendly, PDF & Email
rejsy, szkolenia i obozy żeglarskie Puntovita

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podane przez Ciebie podczas zamieszczania komentarza dane osobowe w postaci podpisu (imienia i nazwiska lub identyfikatora internetowego) i adresu e-mail będą przetwarzane przez Administratora Danych Osobowych, którym jest Justyna Stępka, prowadząca działalność gospodarczą pod firmą Szkoła Żeglarstwa – PuntoVita mgr Justyna Stępka, dane kontaktowe: https://puntovita.pl/kontakt/. Podanie ww. danych osobowych służy umożliwieniu odczytów komentarzy i umożliwieniu udzielania odpowiedzi na komentarze. Dane te będą przetwarzane do momentu cofnięcia zgody. Podstawę przetwarzania stanowi Twoja dobrowolna zgoda. Przysługuje Ci prawo do: żądania dostępu do danych, żądania ich sprostowania, żądania usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych, wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz przenoszenia danych. Podanie powyższych danych osobowych jest dobrowolne, ale konieczne do zamieszczenia komentarza. Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych znajduje się w dokumencie Polityka Prywatności. Zapoznanie się z Polityką Prywatności stanowi Twój obowiązek przed zamieszczeniem komentarza.