Relacja z rejsu po Wyspach Zielonego Przylądka 2020

Relacja z rejsu po Wyspach Zielonego Przylądka 2020

Do rejsu po Zielonym Przylądku przygotowywaliśmy się przez dwa lata. Odkąd pojechaliśmy na Kanary w 2018 r., gdzie zrodził się pomysł zwiedzenia wszystkich wysp wschodniego Atlantyku, nie mogliśmy przestać snuć marzeń o Cabo Verde. Wyobrażaliśmy sobie to ciepłe powietrze, cień palm, żółwie morskie spotykane na każdym kroku… Nareszcie, po wielu miesiącach gruntownych przygotowań – wyruszyliśmy! Ciężko jest zawrzeć dwa tygodnie egzotycznych doznań w jednym wpisie, więc z pewnością jest to zaledwie pierwszy artykuł z serii opisującej wrażenia z naszego rejsu po niesamowitych Wyspach Zielonego Przylądka. Tak więc dzisiaj zapraszamy na relację z naszego niezwykłego wyjazdu na Cabo Verde!

Port na Sal

Do naszego portu na wyspie Sal dotarliśmy w środku nocy, po ponad trzydziestu godzinach podróży i trzech przesiadkach. To jeszcze nie był koniec emocji: trzeba było jeszcze dostać się na nasz jacht. W Porto do Palmeira wszystkie jednostki były zacumowane na bojach: aby wejść na pokład, trzeba było przepłynąć z lądu na jacht pontonem. Ostatecznie wymordowani i szczęśliwi, że oto znaleźliśmy się w naszym nowym mieszkanku na najbliższe 2 tygodnie, zasnęliśmy w swoich kojach sprawiedliwym snem.

Port na Sal

Następnego dnia wyznaczyliśmy sobie dwa cele do osiągnięcia: zrobienie zakupów i znalezienie prysznica. O ile zakupy nie przysporzyły nam większych trudności, gdyż sklepy znajdowały się na każdym rogu (wbrew zapewnieniom google maps, że najbliższy spożywczak jest 4 km od portu…), o tyle z prysznicem musieliśmy się już trochę nagłowić.

Moglibyśmy oczywiście wykąpać się na jachcie, korzystając ze słodkiej wody z jachtowych zbiorników, jednak woleliśmy nie zużywać naszych cennych zapasów i mazurskim zwyczajem postanowiliśmy znaleźć prysznic w porcie. Miejscowa łaźnia, mimo, że w niczym nie przypominała Tropikany z Hotelu Gołębiewskiego w Mikołajkach, była dla wszystkich najwspanialszym przeżyciem tego dnia, gdyż mogliśmy zmyć z siebie kurz i zmęczenie po długiej podróży.

Dołącz do Szkoły Żeglarstwa PuntoVita Najbardziej polecane obozy, kursy, rejsy oraz szkolenia żeglarskie dla młodzieży, dzieci i dorosłych na Mazurach, Bałtyku, Atlantyku, w Chorwacji oraz Hiszpanii. Oferta żeglarska 2021 → Zarezerwuj do 30.11.2020 i odbierz 15% zniżki FIRST MINUTE!

Przelot na São Nicolau i wspinaczka na Monte Godro

Następnego dnia nareszcie wypłynęliśmy. Obraliśmy kurs na zachód, w stronę wyspy São Nicolau. Czekał nas długi przelot, jednak w ogóle się tym nie martwiliśmy: byliśmy wyspani i najedzeni, a słońce przyjemnie grzało nas w plecy. Pokonaliśmy już jedną trzecią trasy, gdy dzień dobiegł końca i na niebie pojawił się księżyc.

Ale jakiż to był księżyc! Potężny, tuż przed pełnią i tak jasny, że bez problemu można by czytać przy jego świetle książkę. Jednak mimo tak łaskawych okoliczności przyrody wyspa São Nicolau ukazała nam się dopiero, gdy byliśmy tuż przy jej krawędziach. Wyspy Cabo Verde są bowiem spowite w piaskowym pyle, który unosi się nad nimi i powoduje efekt podobny do mgły.

Przelot na São Nicolau i wspinaczka na Monte Godro

Gdy o wschodzie słońca rzuciliśmy kotwicę w zatoce Porto do Tarrafal, koguty rozpoczęły swój poranny koncert (sic!). Część załogi pomimo nieprzespanej nocy spędzonej na wachcie postanowiła bez chwili zwłoki ruszyć na zwiedzanie wyspy. Tutaj na ląd, podobnie jak na Sal, dostaliśmy się pontonem.

Stamtąd busem dojechaliśmy pod sam rezerwat krajobrazowy Monte Gordo, gdzie udaliśmy się na pieszą wycieczkę. Przez pierwsze pół godziny słońce przypiekało nas niemiłosiernie i każdy krok był dla nas wyzwaniem, jednak kiedy znaleźliśmy się między drzewami i mogliśmy odetchnąć chwilę w cieniu, sprawa zaczęła przybierać zupełnie inny obrót. Las dookoła był niesamowity: tyle zieleni w jednym miejscu nie widzieliśmy od zeszłego lata!

Mimo, że ścieżka pięła się stromo pod górę, prawie nie czuliśmy zmęczenia – tak byliśmy pochłonięci niezwykłymi roślinami i otaczającym nas widokiem.

Targ warzywny w Marinie Mindelo

Nazajutrz wypłynęliśmy z zatoki przy São Nicolau o godzinie piątej rano. Mieliśmy nadzieję, że dzięki takiemu wczesnemu wpłynięciu uda nam się dotrzeć do portu Mindelo na wyspie São Vicente jeszcze przed zmrokiem. Żegluga przebiegała bez komplikacji. Wiał przyjemny wiatr z północnego-wschodu, a fala była spokojna.

Dopiero kiedy minęliśmy trzy bezludne wysepki – w tym wyspę Santa Luzia, która jest w całości rezerwatem żółwi – i płynęliśmy wzdłuż wybrzeża São Vicente wiatr zaczął płatać nam figle. Najpierw jego kierunek zmienił się o 180° i nasz fok przeskoczył na drugą burtę, a niedługo potem ścichł zupełnie.

Chcąc nie chcąc resztę drogi musieliśmy pokonać przy pomocy silnika. Kiedy wpłynęliśmy w przewężenie między wyspą São Vicente i Santo Antão, wiatr nagle się obudził i zaczął wiać prosto w dziób naszego jachtu… No cóż, spodziewaliśmy się tam strefy akceleracji, którą spotkaliśmy także wielokrotnie podczas rejsów po Wyspach Kanaryjskich.

Targ warzywny w Marinie Mindelo

Marina Mindelo, jedyny prawdziwy port z keją na całym Cabo Verde, okazała się być bardzo przytulną przystanią o zupełnie europejskich standardach. W samym mieście zakupy żywnościowe można zrobić w jednym z wielu supermarketów lub na lokalnym targu.

A tam – jak to na targu – szwarc, mydło i powidło. Kupić można było tam niemal wszystko – od piekielnie pikantnych papryczek w słoiku, przez świeże owoce i warzywa, aż do wyplatanych koszy i olejków zapachowych. Cały dzień spędziliśmy na zwiedzaniu miasta, jeżdżeniu rowerami wzdłuż wybrzeża i przechadzaniu się po plaży.

Marina Mindelo

Zielone zbocza Santo Antão

Wody dookoła wyspy Santo Antão nie zapewniają bezpiecznych warunków do cumowania, więc na tę wyspę, sąsiadującą z São Vicente, postanowiliśmy dostać się promem. Tym samym po raz kolejny wstaliśmy przed wschodem słońca i wsiedliśmy na pierwszy poranny prom odpływający w kierunku Santo Antão.

Wyspę zwiedziliśmy busem razem z panem przewodnikiem, który, moim skromnym zdaniem, powinien dostać tytuł kierowcy roku, ponieważ prowadził nasz wehikuł po zawiłych serpentynach z taką sprawnością, że pod koniec dnia mieliśmy ochotę bić mu brawo, tak jak czasami robią ludzie w samolotach (ale nie zrobiliśmy tego).

Przeżyj najlepsze wakacje 2021! Najbardziej polecane obozy, kursy, rejsy oraz szkolenia żeglarskie dla młodzieży, dzieci i dorosłych na Mazurach, Bałtyku, Atlantyku, w Chorwacji oraz Hiszpanii. Zobacz ofertę → FIRST MINUTE!!! minus 15% zniżki przy rezerwacji do 30.11.2020!

Santo Antão jest najbardziej zieloną wyspą całego archipelagu, wszędzie rosną dające przyjemny cień drzewa, a uprawy i plantacje wznoszą się na prawie każdym zboczu. Nawet wnętrze wygasłego wulkanu jest gęsto porośnięte roślinami, a obecnie znajduje się w nim wioska.

Nocne ćwiczenia w rzucaniu kotwicy

Niestety nadszedł w końcu ten moment, kiedy musieliśmy pożegnać się z Mariną Mindelo i ruszyć powoli w drogę powrotną. Po wielogodzinnym żeglowaniu raz jeszcze zawitaliśmy w zatoce Tarrafal przy São Nicolau. Słońce zdążyło już zajść, a do wschodu zostało jeszcze wiele godzin.

zatoka Tarrafal

Wiał bardzo mocny wiatr, więc niestety kotwica zupełnie nie trzymała się dna. Choć wiedzieliśmy, że w zatoce zainstalowane są boje, panowała taka ciemność, że nie mieliśmy najmniejszych szans, nawet z latarkami, aby którąkolwiek z nich wypatrzeć.

Tym sposobem przez pół nocy miotało naszym dzielnym jachtem we wszystkie strony i łącznie rzucaliśmy tej nocy kotwicę osiem razy. Załoga została oczywiście podzielona na wachty kotwiczne i dotrwaliśmy bezpiecznie do rana, a kiedy pierwsze promienie słońca rozświetliły zatokę, naszym oczom ukazał się piękny widok: trzy wolne boje oddalone o sto metrów od nas.

Błyskawicznie zacumowaliśmy się do jednej z nich i nasza bohaterska załoga mogła zasnąć w końcu snem sprawiedliwego.

Kiedy już wypoczęliśmy, wszyscy, jak jeden mąż, wskoczyliśmy do wody! Tego dnia woda była krystalicznie czysta: choć głębokość w tym miejscu wynosiła 10 metrów, my widzieliśmy każdy szczegół na dnie. Zobaczyliśmy wtedy żółwia morskiego, całe mnóstwo rybek oraz interesującą rybę-patyk, która była długa jak węgorz, ale kiedy płynęła, poruszała samym ogonem!

Powrót na Sal

Na São Nicolau nie zostaliśmy długo, bo tylko jeden dzień, i ruszyliśmy w stronę naszego portu macierzystego na wyspie Sal. Okazało się, że wiatr, wbrew temu, o czym zapewniała nas locja, wcale nie wieje jedynie z północnego-wschodu, a z równą łatwością może wiać także z niemałą siłą równo ze wschodu. Czyli nam prosto w dziób.

Powrót na Sal

Ostatni morski odcinek naszego rejsu stanowił spore wyzwanie dla całej załogi i po wielu godzinach żeglugi dopłynęliśmy do celu. Choć był środek nocy, tor podejściowy do portu był bardzo dobrze oświetlony – czego nie można niestety powiedzieć o wszystkich pozostałych miejscach na Wyspach Zielonego Przylądka – więc weszliśmy do portu i zacumowaliśmy do boi bez najmniejszego problemu.

No, prawie bez problemu, ponieważ na główkach portu musieliśmy uciekać przed ogromnym statkiem rybackim, który akurat wtedy wychodził na połów. Czujecie tę ironię losu? Środek nocy, dwie jednostki, poza tym żadnej żywej duszy w porcie, a one spotykają się dziób w dziób akurat na główkach portu. Też takie są uroki żeglarstwa!

Pomimo odwołanych lotów i innych przeszkód, które napotkaliśmy na naszej drodze, wszystkim nam udało się szczęśliwie i z tarczą wrócić do Polski. Rejs po Cabo Verde zdecydowanie był przygodą życia!

Wyspy wyglądały nieziemsko – z jednej strony piaszczysty, marsjański krajobraz, z drugiej rajski pejzaż zielonego lasu. Czujemy głęboki niedosyt i planujemy tam jeszcze wrócić – być może wtedy już większą ekipą…?

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z rejsu po Wyspach Zielonego Przylądka oraz albumu na Facebooku.

Kolejny rejs na Wyspy Zielonego Przylądka:

  • 27.02 – 13.03.2021 – 14 dni
  • Jacht Beneteau 50
  • W cenie m. in.: przelot wraz z bagażem, wyżywienie, porty, paliwo, ubezpieczenie.
  • CENA: 8.499 zł / osoba / zgłoszenia do końca listopada 2020

Więcej szczegółów na stronie: Rejs żeglarski po Wyspach Zielonego Przylądka

Rejs żeglarski po Wyspach Zielonego Przylądka

Zdjęcia zamieszczone w artykule autorstwa: Krzysztof Domogała, Barbara Zaczek.

Print Friendly, PDF & Email
rejsy, szkolenia i obozy żeglarskie Puntovita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podane przez Ciebie podczas zamieszczania komentarza dane osobowe w postaci podpisu (imienia i nazwiska lub identyfikatora internetowego) i adresu e-mail będą przetwarzane przez Administratora Danych Osobowych, którym jest Justyna Stępka, prowadząca działalność gospodarczą pod firmą Szkoła Żeglarstwa – PuntoVita mgr Justyna Stępka, dane kontaktowe: https://puntovita.pl/kontakt/. Podanie ww. danych osobowych służy umożliwieniu odczytów komentarzy i umożliwieniu udzielania odpowiedzi na komentarze. Dane te będą przetwarzane do momentu cofnięcia zgody. Podstawę przetwarzania stanowi Twoja dobrowolna zgoda. Przysługuje Ci prawo do: żądania dostępu do danych, żądania ich sprostowania, żądania usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych, wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz przenoszenia danych. Podanie powyższych danych osobowych jest dobrowolne, ale konieczne do zamieszczenia komentarza. Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych znajduje się w dokumencie Polityka Prywatności. Zapoznanie się z Polityką Prywatności stanowi Twój obowiązek przed zamieszczeniem komentarza.